Christian Vieri, czyli…

Christian Vieri, czyli prawdziwy włoski bomber, który równie mocno pasjonował się piłką, jak i pięknymi kobietami. W autobiografii „Chiamatemi Bomber” nie ukrywał swoich słabości 😉

„Był 1999 rok, dopiero co dołączyłem do Interu. W trakcie zgrupowań głównie oglądaliśmy telewizję i nie były to dokumenty o II Wojnie Światowej. Zazwyczaj szukaliśmy programów, w których występowały piękne dziewczyny. Pewnego wieczoru, wraz z moim przyjacielem Ciccio Colonese śledziliśmy nowy odcinek „Striscia la notizia”, gdy nagle poczułem się jakby trafił mnie piorun; nie potrafiłem wydusić słowa.

– Bobo, co się dzieje? Źle się czujesz?
– Co?
– Jak to co? Wyglądasz durniej niż zazwyczaj.
– Zakochałem się w tej dziewczynie. Ciccio. Zobacz, jaka jest piękna. Jaki uśmiech!
– Tak, tak, uśmiech…
– Muszę ją poznać!

Ciccio potrafił załatwić wszystko.

– Spokojnie. Mam numer Enzo Iacchettiego. To wielki fan Interu, na pewno Ci pomoże. Zaraz do niego zadzwonię.

Pomyślałem, że pewnie robi mnie w konia, ale udało mu się.

– Bobo, jak miło Cię słyszeć! Jeśli zadzwonisz do mnie jutro, to dam ją do telefonu, żaden problem.

Iacchetti był bardzo miły i pomocny. Rzeczywiście następnego dnia po raz pierwszy rozmawiałem z Elisabettą. Przez telefon nie byłem nigdy mocny w gadce. Udało się jednak zamienić kilka słów i wymienić numerami. Spotkaliśmy się kilka dni później, ale żeby nie było niezręcznie Ciccio i Maddalena Corvaglia robiły za przyzwoitki.

Będę szczery, z Elisabettą to nie była łatwa rozgrywka. Czułem się jakbym grał w ołowianych butach. Gdy czuję, że relacja może być poważna postępuję bardzo delikatnie. Dzień po dniu. Eli działała na mnie coraz bardziej: siłą swojego charakteru, zawsze mocną ripostą i wielką osobowością. Jak w bajce, szybko się w sobie zadurzyliśmy. Związek oznaczał spędzanie razem wolnego czasu. Szpiedzy z Interu wykonywali swoją robotę, donosząc, że wiodę wreszcie spokojne życie u boku Elisabetty.

Gdziekolwiek się pojawialiśmy, krążyli wokół nas paparazzi. Kolorowa prasa wzięła mnie na celownik, ale nie przeszkadzało mi to, póki byłem z Elisabettą. Zgodziłem się nawet na sesję dla magazynu GQ. Półnagie zdjęcia, na których całowaliśmy się lub patrzyliśmy na siebie namiętnie; jaki wstyd! Tylko ona potrafiła zmusić mnie do takich rzeczy. Nie byliśmy jednak bajkową parą. Często kłóciliśmy się i dochodziło do sytuacji tragikomicznych. Kilka z nich pomoże w zrozumieniu sytuacji.

Pewnego wieczoru, po konkretnej, ale burzliwiej wymianie zdań opartej na zwrotach: „Spierd@laj” i „Nie chcę Cię już nigdy widzieć”, Eli spakowała swoje rzeczy i pojechała do siebie. Zostałem sam, przemyślałem dokładnie całą sprawę i nie mogąc się powstrzymać, zrobiłem coś, czego w teorii nie powinienem był robić. Pojechałem do niej, przekonałem, żeby mnie wpuściła, przeprosiłem i kochaliśmy się. Było późno w nocy, spałem jak zabity. Ona nie mogła zmrużyć oka. W pewnym momencie mój telefon zawibrował. Eli sięgnęła po niego, przejrzała wiadomości i znalazła coś, czego nie powinna widzieć, co doprowadziło ją do wybuchu. Obudziła mnie wymierzając mi soczysty cios pięścią w twarz, po którym przez kilka dni chodziłem posiniaczony. To był koszmar, prawa część mojej twarzy wyglądała jak z horroru. Musiałem w klubie odpowiadać na niewygodne pytania.

Tamta noc była dla mnie ważną lekcją – przed pójściem spać należy zawsze wyłączać telefon.

Gdy Eli oblewała mnie stekiem wyzwisk lepiej było się ulotnić. Dosłownie spieprzać i to na bosaka, jeśli nie chciałem skończyć marnie.

Pewnego razu siedząc przy stoliku w Clan Cafe zobaczyłem ją, zbliżającą się z oddali. Miała straszną minę. W mgnieniu oka wstałem i ruszyłem w kierunku parkingu. Biegła za mną, krzycząc:

– Zatrzymaj się, bo urwę Ci łeb

Ludzie spoglądali na nas w dziwny sposób, ale nie obchodziło mnie, co sobie pomyślą. Wiedziałem, że jeśli mnie dogoni, to zleje mnie na kwaśne jabłko. Biegnąc pomiędzy samochodami spostrzegłem głowę taty Pippo Pancaro, którego znałem od lat. Z Pippo graliśmy w młodzieżówce Torino, potem również w Lazio. Łączyła nas przyjaźń.

– Bobo, jak się masz? Kopę lat!
– Benito, pogadamy innym razem. Teraz, jak widzisz, nie mogę się zatrzymać, bo… – odpowiedziałem mu, mijając go z prędkością światła.

Dłuższy czas po rozstaniu też przydarzały nam się dość burzliwe chwile. Ponownie byłem w Clan Cafe (tym razem z moimi przyjaciółmi Mimmo i Kallonem). Znowu zobaczyłem ją jak nadchodzi z daleka. Najpierw marszem, potem truchtem a następnie galopowała w moim kierunku. U boku miała swojego dobermana Andreę, który na szczęście mnie uwielbiał i cieszył się na mój widok, podczas gdy Elisabetta nie mogła się doczekać aż znajdę się w zasięgu jej pięści. Chwilę później sytuacja się skomplikowała. Eli była gotowa mnie udusić, Mimmo i Kallon próbowali się ulotnić a Andrea ucieszony lizał mnie po ręce. Dość osobliwa scena.

Pamiętam również historię, tuż po rozstaniu, gdy Elisabetta zostawiła mi specjalną dedykację. „Skurwy@@n” – wyryte kluczykami na drzwiach mojego nowiutkiego Porsche Cayenne Turbo. Trudno było o niej zapomnieć i nie rozpoznać jej kaligrafii… Tak rozpoczęła się moja relacja z tym samochodem a skończyła się jeszcze gorzej, gdy przed imprezą w hotelu Diana byłem przekonany, że wręczam kluczyki parkingowemu, który parkingowym nie był…Żegnaj Porsche Cayennne Turbo.

Prawda jest taka, że Elisabetta miała pełne prawo, żeby się złościć. Byłem niesamowitym dupkiem. Wielokrotnie zachowywałem się jak palant i na końcu zostałem sam. Nie mogła mi ufać. Byłem młody i nie opierałem się pokusom. Zachowałem jednak piękne wspomnienia. Elisabetta była świetna i miała wspaniałą rodzinę. Często ich odwiedzałem, na Sardynii, a ona pojawiała się w moim domu, w Prato, u mojej mamy. Życzyła mi dobrze a ja naprawdę ją kochałem. Eli była moją pierwszą wielką miłością, taką, której nigdy się nie zapomina. Cieszę się, że ją poznałem i życzę jej wszystkiego, co najlepsze.”

Źródło: „Chiamatemi Bomber. Bobo Vieri con Mirko Graziano”, Piotr Dumanowski.

[ #pilkanozna ]